Głód, który nie zna litości


Mam problemy z jedzeniem. Właściwie to nawet nie mam pojęcia co jeść. Ale jeśli mam pokonać chorobę, to muszę się trzymać tego, w co wierzę – stawiać to wciąż przed sobą. Zrobiliśmy wszystko, co trzeba. Myślę, że mam przed sobą jeszcze sporo do przeżycia.” - Ronni James Dio 

  Istnieje rodzaj głodu, którego nie da się uciszyć siłą woli. To nie jest „ochota na przekąskę” ani lekkie ssanie w żołądku, które można zapić szklanką wody. Głód insulinowy to pierwotny, komórkowy krzyk organizmu, który – choć otoczony energią zmagazynowaną w tkance tłuszczowej – umiera z niedożywienia na poziomie molekularnym. To stan, w którym każda myśl zostaje zredukowana do przetrwania, a ciało staje się klatką, w której mechanizmy hormonalne przejmują stery nad umysłem.
Współczesny świat choruje na manię liczenia kalorii. Stworzyliśmy opresyjną religię „bilansu energetycznego”, która sprowadza skomplikowany kosmos ludzkiego metabolizmu do prostego dodawania i odejmowania. W tej narracji osoba otyła jest postrzegana jako dłużnik – ktoś, kto „za dużo wziął, a za mało dał”. To okrutne uproszczenie stało się fundamentem dla stygmatyzacji, w której metaboliczne cierpienie nazywa się lenistwem, a hormonalną dysfunkcję – brakiem charakteru.
Jak można mówić o braku dyscypliny komuś, kto każdego dnia toczy walkę z biologicznym imperatywem jedzenia, wywołanym przez wyrzuty insuliny? To tak, jakby winić tonącego za to, że gwałtownie łapie powietrze.
Moja własna droga stała się dowodem na to, że klucz do wolności nie leży w dokręcaniu śruby, ale w zrozumieniu języka własnego ciała. W zaledwie cztery tygodnie, kiedy przestałam walczyć z naturą, a zaczęłam ją wspierać, wydarzyło się coś, co system liczenia kalorii uznałby za niemożliwe. Straciłam 6 kilogramów – nie przez głodzenie się, ale przez przywrócenie metabolizmu na właściwe tory. Nigdy nie byłam osobą z dużą nadwagą, ale po moich przeżyciach system nagradzania się słodyczami i nocnym zajadaniem stresu spowodował oponkę, którą ciężko mi było zrzucić. 
Największy triumf nie dokonał się jednak na wadze, ale w moich żyłach. Poprawa wyników lipidogramu aż o 30 procent w tak krótkim czasie to nie przypadek – to dowód na to, że ciało chce zdrowieć, jeśli tylko zdejmiemy z niego ciężar insuliny. Te wyniki są moją odpowiedzią na rady o „jedzeniu połowy”. Pokazują, że to nie lenistwo było barierą, lecz system, który przestał działać.
Utrata wagi i lepsze wyniki to nie tylko liczby. To odzyskana godność. To poczucie, że w końcu mogę ufać swoim sygnałom z wnętrza, zamiast polegać na surowym kalkulatorze. Zasługujemy na czułość wobec własnych ciał, które przez lata znosiły ból głodu i ciężar niesłusznej winy. Czas przestać liczyć kalorie, a zacząć leczyć relację z tym, co nas karmi.
Zachęcam wszystkich do zrobienia sobie lipidogramu, także ludziom szczupłym i na pozór w wielu przypadkach nie zagrożonym otyłością. To niewielki koszt 30 - 50 zł za badanie na czczo.   Poniżej wzoru opowiem dlaczego dotyczy to także ludzi szczupłych, ja też bym się w życiu nie spodziewała takich wyników. 
Jak wszyscy wiecie mam syna, psychodietetyka, który będzie dla mnie wielkim wsparciem w tworzeniu tego bloga. 
Nie przejmujcie się tak bardzo cholesterolem całkowitym, w świetle najnowszych badań to stosunek trójglicerydów do złego cholesterolu jest tu najważniejszy. 
Często po odebraniu wyników lipidogramu patrzymy tylko na ogólny poziom cholesterolu lub samo LDL. Jednak nowoczesna dietetyka i kardiologia coraz częściej zwracają uwagę na wzajemne relacje między poszczególnymi parametrami. Jednym z ciekawszych wskaźników jest stosunek trójglicerydów (TG) do cholesterolu LDL.
Dlaczego ten wskaźnik jest ważny?
Sam poziom LDL (często nazywanego „złym cholesterolem”) nie mówi nam wszystkiego. Kluczowa jest jakość tych cząsteczek.
  • Wysoki stosunek TG do LDL sugeruje obecność tzw. małych, gęstych cząsteczek LDL (typu B), które łatwiej przenikają do ścian naczyń krwionośnych i szybciej powodują miażdżycę.
  • Niski stosunek zazwyczaj oznacza, że cząsteczki LDL są duże i puszyste (typu A), co jest znacznie bezpieczniejsze dla naszych tętnic.
Wzór:
Trójglicerydy ÷ LDL = Twój wynik
Przykład:
Jeśli Twoje trójglicerydy wynoszą 120 mg/dL, a LDL to 100 mg/dL:
120 / 100 = 1,2
Jak interpretować wynik?
Przyjmuje się, że im niższy wskaźnik, tym lepiej dla Twojego układu krwionośnego:
  • Wynik poniżej 1,3 – uznawany za bardzo dobry (optymalny). Świadczy o tym, że Twoje cząsteczki LDL są prawdopodobnie duże i mniej groźne.
  • Wynik powyżej 1,3 – sygnał ostrzegawczy. Może sugerować przewagę małych, gęstych cząsteczek LDL, które mają wysoki potencjał miażdżycorodny.
Jak poprawić ten wynik?
Dobra wiadomość jest taka, że na stosunek TG/LDL mamy ogromny wpływ poprzez styl życia. Najszybciej poprawisz go poprzez:
  1. Ograniczenie cukrów prostych i fruktozy (słodycze, soki, biała mąka) – to one najbardziej podbijają trójglicerydy.
  2. Regularny ruch – aktywność fizyczna świetnie „przepala” nadmiar trójglicerydów.
  3. Zdrowe tłuszcze – wprowadzenie kwasów Omega-3 (tłuste ryby, olej lniany, oliwa z oliwek, awokado).        Teraz kilka słów do ludzi szczupłych z objawami chronicznego zmęczenia, ciężkości, senności zwłaszcza po jedzeniu. 
Czy szczupła sylwetka zawsze oznacza zdrowe serce? (Spoiler: Nie!)
Istnieje niebezpieczny mit, że wysoki cholesterol i trójglicerydy to problem dotyczący wyłącznie osób z nadwagą. Nic bardziej mylnego. Możesz mieć nienaganną figurę i uprawiać sport, a Twoje tętnice mogą skrywać tajemnicę, którą medycyna nazywa TOFI (Thin Outside, Fat Inside – szczupły na zewnątrz, tłusty w środku).
Oto dlaczego warto zrobić lipidogram, nawet jeśli Twoja waga jest w normie:
1. Ciche sygnały wysyłane przez ciało
Organizm czasem daje subtelne znaki, że gospodarka lipidowa szwankuje. Zwróć uwagę na:
  • Żółtaki (kępki żółte): Małe, żółtawe grudki pod skórą, najczęściej na powiekach, łokciach lub w okolicach ścięgna Achillesa. To dosłownie złogi cholesterolu „wychodzące” na zewnątrz.
  • Jasny pierścień wokół tęczówki: Jeśli masz mniej niż 45 lat i zauważysz biało-szarą obwódkę wokół kolorowej części oka, to może być tzw. rąbek starczy – objaw odkładania się lipidów.
  • Niewyjaśnione zmęczenie i skurcze: Szybka zadyszka przy wchodzeniu po schodach lub nawracające bóle łydek mogą świadczyć o tym, że krew ma trudniejszą drogę przez zwężone tętnice.
2. Pułapka genetyki (Hipercholesterolemia rodzinna)
Możesz odżywiać się idealnie, a Twoje wyniki i tak będą wysokie. Dlaczego? Bo Twoja wątroba jest zaprogramowana genetycznie, by produkować zbyt dużo cholesterolu. Jeśli w Twojej rodzinie zdarzały się zawały lub udary u osób młodych, lipidogram to Twój obowiązek – bez względu na rozmiar ubrań.
3. Styl życia „bo mogę”
Osoby szczupłe często wpadają w pułapkę jedzenia fast-foodów i słodyczy, myśląc: „skoro nie tyję, to mi nie szkodzi”. Tymczasem cukry proste i tłuszcze trans błyskawicznie podnoszą poziom trójglicerydów, co w połączeniu ze stresem tworzy mieszankę wybuchową dla serca.
Zapamiętaj: To, jak wyglądasz w lustrze, nie zawsze pokrywa się z tym, jak wyglądają Twoje naczynia krwionośne od środka. Badanie krwi to jedyny sposób, by zajrzeć „pod maskę". 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Cukrowy detoks, czyli dlaczego Twój "zdrowy" soczek owocowy tuczy

Wrap z cukinii na redukcję wagi

Harmonia smaku i metabolizmu