Statyny, ideologia i jajecznica na boczku, czyli jak z wegetarianki stałam się mięsożerna.


 Jak przestałam wierzyć w dogmaty, a zaczęłam w wyniki badań i najnowszą naukę. 

 To, co zaraz przeczytacie, dla wielu może być szokiem. Dla mnie samej jeszcze miesiąc temu było scenariuszem z gatunku science-fiction. Chcę jednak pisać dla ludzi myślących niezależnie – bo nie będzie tylko o jedzeniu, ale o odwadze kwestionowania autorytetów, które zawodzą.

Wyrok w białym kitlu

Trzy tygodnie temu siedziałam w gabinecie kardiologa. Wyniki krwi były fatalne. Lekarz, wiceordynator szpitala, zawyrokował krótko: hipercholesterolemia. „Zaraz umrze pani na zawał lub wylew, ma pani prawdopodobnie zaawansowaną miażdżycę” – usłyszałam.

Zamurowało mnie. Przecież od lat jestem wegetarianką! Skąd do cholery u mnie – osoby unikającej "złego tłuszczu zwierzęcego"– taki poziom cholesterolu? Pan doktor, zamiast spojrzeć w moją dokumentację (IBS, stłuszczenie wątroby, nadciśnienie, insulina na granicy), uznał, że to „pewnie genetyczne”. Jestem artystą plastykiem, pewnie podjadam przy sztalugach niezdrowe jedzenie, za mało się ruszam, prowadzę siedzący tryb życia, ostatnio mam kilka kilo za dużo. Recepta? Statyny. Leki pierwszego rzutu, które miały mnie ratować, a po pięciu dniach sprawiły, że czułam, jak mój organizm się rozpada. Duszności, bóle mięśni, w klatce piersiowej, ciśnienie 190/100. Czułam, że umieram od „leku”, który miał dać mi życie.


Syn-dietetyk i wielki powrót do mięsa

Odstawiłam to, co mi szkodziło, mimo protestów lekarza. Zaczęłam szukać. Mój młodszy syn, dietetyk, od dawna powtarzał: „Mamo, dieta wegetariańska ci nie służy”. Postanowiłam zaryzykować i pójść pod prąd wszystkiemu, w co wierzyłam przez lata.

Z dnia na dzień do mojej kuchni wróciło mięso i zdrowe tłuszcze. Wyeliminowałam węglowodany – to paliwo dla stanów zapalnych. Pod okiem syna i nowego lekarza, tym razem holistycznego, przeszłam na dietę keto. Przetrwałam „keto-grypę” i... stał się cud, w który współczesna medycyna pigułkowa nie chce wierzyć, bo to mało popularne i bardzo niepoprawne.


Efekt? 30% poprawy w 21 dni

Dziś czuję się znakomicie. Bez statyn. Dawka leku na nadciśnienie została zmniejszona o połowę, bo ciśnienie, z którym walczyłam latami, nagle stało się... zbyt niskie. Przedwczorajszy lipidogram pokazał poprawę o 30% we wszystkich parametrach. W zaledwie trzy tygodnie! Waga spadła o 6 kg. 

Odkryłam, że jestem mięsożercą. Że mój organizm potrzebował tłuszczu zwierzęcego, by zacząć się regenerować. Moja metaboliczna metamorfoza stała się faktem.


Dlaczego o tym piszę? (Lekcja nie tylko kulinarna)

Piszę o tym, bo ta historia ma drugie dno – polityczne i społeczne. Jeśli coś sprawia ci ból, odrzuć to. Nawet jeśli od lat wmawiano ci, że to jedyna słuszna droga, a lekarz (czy polityk) jest twoim osobistym bogiem.

Tak jak nauczyłam się odsiewać złych lekarzy od tych, którzy faktycznie chcą leczyć, tak samo robię odsiew w polityce. Szukam jakości, prawdy i odwagi do zmiany kursu, gdy obecny prowadzi w przepaść. Nie zmieniam poglądów na świat, ale zmieniam metodę dbania o siebie i swoje otoczenie.

Keto Eseje Smaku to mój manifest. Zapraszam Cię do świata, w którym smak idzie w parze z logiką, a tłuszcz – ten dobry, prawdziwy – daje wolność i przede wszystkim zdrowie. 

P S. Na zdjęciu tłuściutka, pyszna makrela z grilla, panierowane mielonym siemieniem lnianym i migdałami bakłażany smażone na maśle klarowanym , oraz sos czosnkowo-koperkowy z jogurtu greckiego. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Cukrowy detoks, czyli dlaczego Twój "zdrowy" soczek owocowy tuczy

Wrap z cukinii na redukcję wagi

Harmonia smaku i metabolizmu